poniedziałek, 12 września 2016

Miś - Pocieszyciel...

...a właściwie dwa misie :)
Jako, że moi chłopcy po raz pierwszy w tym roku zetknęli się z przedszkolem, wiedziałam, że początki będą trudne. Żeby rozstania z mamą były łatwiejsze, obiecałam im uszyć małe misie, które będą mogły mieszkać np. w kieszonce ich spodni, a gdy się zrobi smutno, to wystarczy misia przytulić i już robi się lepiej. 
Misie są w całości uszyte ręcznie, z małych elementów. I chociaż obydwa są z tego samego materiału i tej samej formy to jednak różnią się nieco. Chłopcy nie mogli się zdecydować, czy chcą misie siedzące, czy stojące, dlatego podniosłam sobie poprzeczkę i misie mają ruchome kończyny :)
Miś siedzący ma około 6 cm natomiast w wersji stojącej około 10 cm. Przez dwa pierwsze dni misiaczki rzeczywiście mieszkały w kieszonkach. Teraz wystarczy, że są w workach z dinusiami, o których pisałam w poprzednim poście i wiszą sobie w szatni.

A oto Bruno i Kubuś we własnej osobie :)



 


43 komentarze:

  1. Przesłodkie te misiaczki! Z takimi towarzyszami przedszkole na pewno wydało się przyjaźniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie taki był cel uszycia misiaczków :)

      Usuń
  2. Jesteś po prostu niesamowita wszyskto umiesz stworzyć ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty. To co umiem, to tylko mała część tego co bym chciała umieć. Ale niestety doba nie chce się wydłużyć :) Pozdrawiam

      Usuń
  3. Misie do zadań specjalnych :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Misie do zadań specjalnych :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafnie to podsumowałaś :) Pozdrawiam

      Usuń
  5. Swietne! A chłopcy jacy zadowoleni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zadowolone dzieci to i zadowolona mama :)

      Usuń
  6. Urocze maleństwa a najważniejsze, że spełniły powierzone im zadanie:)
    Kochana z Ciebie mama:)
    Pozdrtawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A inspiracją był po trosze Twój szydełkowy miś, ten z posta z karteczką :). A że ja szydełkiem nie umiem machać, to pomachałam igiełką. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Śliczne! I miśki i chłopaki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne, nie wiem czy miałabym tyle cierpliwości aby zrobić takie maleństwa, tym bardziej podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee tam, w ćwiczeniu cierpliwości to moi chłopcy są najlepsi, a szycie takiego misia to raczej działa uspokajająco ;)

      Usuń
  9. Świetny pomysł z tymi mini-pomocnikami! Misiaki są urocze. Gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że też jestem zadowolona z efektu końcowego. Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Jakie kochane, słodziutkie i miśki i chłopaki! :)

    Przy okazji zapraszam do mnie na blog, właśnie trwa KONKURS z okazji 5 urodzin bloga :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Urocze misiaczki, te filcowane i te "Żywe" Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko te żywe nie są tak grzeczne jak te uszyte ;)

      Usuń
  13. Świetny pomysł! A misiaki bardzo urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakie słodkie te misiaczki!! Świetny pomysł takie misie do kieszonki:)

    OdpowiedzUsuń
  15. ja tez bym takiego misia przygarnęła - z takim misiem nawet przedszkole nie straszne. Ale oni mają super mamę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misie są rzeczywiście urocze i w wolnej chwili chyba sama dla siebie uszyję w formie breloczka :) A kto wie może jeszcze kolejne powstaną ;)

      Usuń
  16. Z takimi przyjaciółmi można zdobywać świat!

    OdpowiedzUsuń